Lepiej wykorzystane zasoby
Zielona transformacja? Pod warunkiem, że jest przemyślana. Wykorzystywane w regionie rozwiązania w zakresie OZE przybliża Andrzej Kulig, dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego Województwa Podkarpackiego.
Podkarpacie od lat stawia na zieloną energię. Jak dziś wygląda sytuacja regionu w zakresie odnawialnych źródeł energii?
Transformacja energetyczna dzieje się tu i teraz – również w naszym województwie. Przykładem może być dynamiczny rozwój fotowoltaiki. Warunki nasłonecznienia mamy bardzo dobre – około 1100 kWh/m² rocznie, czyli około 10% powyżej średniej krajowej. W połączeniu z łatwym dostępem do instalatorów i programami dofinansowań, jak choćby „Mój Prąd” czy nasz projekt parasolowy realizowany w Rzeszowskim Obszarze Funkcjonalnym, pozwoliło to na szerokie rozpowszechnienie mikroinstalacji PV. Tylko w ramach jednego projektu dofinansowaliśmy ponad 2,8 tys. instalacji o łącznej mocy ponad 8 MW.
A jednak opłacalność takich inwestycji ostatnio spadła. Co się zmieniło?
Główna przyczyna to zmiana systemu rozliczeń. Prosumenci nie „magazynują” już nadwyżek w sieci, tylko je sprzedają po niższej cenie i kupują energię po wyższej. Te niekorzystne zmiany są pochodną zbyt żywiołowego rozwoju energetyki odnawialnej, szczególnie fotowoltaiki. To mocno wpłynęło na czas zwrotu inwestycji, szczególnie jeśli energia nie jest zużywana na bieżąco. Dodatkowo spadły ceny energii na rynku hurtowym, a poziom dotacji również nie jest już tak wysoki jak kiedyś. Niemniej jednak – i to warto podkreślić – fotowoltaika nadal się opłaca. Ceny energii w długim okresie będą rosnąć, a własne źródło to większe bezpieczeństwo energetyczne, możliwość zasilania pomp ciepła czy ładowania auta elektrycznego. Niestety brakowało i nadal brakuje odpowiednich dokumentów strategicznych, które identyfikowałyby na poziomie UE i krajowym zagrożenia i ograniczenia dotyczące w szczególności bezpieczeństwa energetycznego, bilansowania energii w systemie energetycznym, w tym zapewnienia odpowiednich proporcji pomiędzy źródłami sterowalnymi a źródłami niesterowalnymi, możliwościami magazynowania, stanu sieci. Nie zidentyfikowano również potencjału wytwórczego źródeł odnawialnych i możliwości zastąpienia źródeł opartych na paliwach kopalnych. Brak też jest analizy DNSH przebudowy systemu energetycznego.
Jakie rozwiązania mogą jeszcze zwiększyć efektywność korzystania z energii przyjaznej środowisku?
Kluczowe będą magazyny energii i systemy zarządzania zużyciem, czyli tzw. HEMS. To pozwala wykorzystać więcej wyprodukowanej energii „na miejscu”, bez strat. Jednak obecnie dominuje kierunek inwestowania w magazyny elektrochemiczne, które w dłuższej perspektywie mogą rodzić problemy. Kosztowne w produkcji, trudne w utylizacji, a ich efektywność spada z czasem. Brakuje również przemysłowych technologii pozwalających je przetwarzać w sposób bezpieczny i skalowalny.
Dlatego szczególnie obiecujące są elektrownie szczytowo-pompowe (ESP) – naturalne, sprawdzone i trwałe rozwiązanie. Ich zasada działania opiera się na wykorzystaniu grawitacji: w okresach niskiego zapotrzebowania woda jest pompowana do górnego zbiornika, a w czasie szczytu energetycznego spuszczana, co napędza turbiny i produkuje energię. ESP mają długi czas użytkowania, niskie koszty eksploatacji, niewielki wpływ na środowisko i – co ważne – umożliwiają planowanie produkcji energii. W przyszłej perspektywie finansowej przewidujemy ich rozwój, także w formie małych ESP integrowanych np. z systemami odprowadzania wód deszczowych w miastach.
A co z zarządzaniem energią? Coraz częściej mówi się o potrzebie myślenia systemowego.
Zdecydowanie – i to nie tylko na poziomie państwa, ale również regionu, gminy czy nawet gospodarstwa domowego. Zarządzanie energią powinno obejmować cztery podstawowe elementy: źródła energii, magazyny, odbiorców i system przesyłu. Tylko zintegrowane podejście pozwala uniknąć strat, przewymiarowania instalacji czy zbędnych kosztów.
Warto wspierać lokalne systemy energetyczne – tworzyć klastry energii, spółdzielnie energetyczne, gminne plany zarządzania energią. Nawet pojedyncze gospodarstwa mogą dziś mieć własne systemy zarządzania, które dopasowują zużycie do produkcji, obsługują magazyny i planują zasilanie np. pomp ciepła czy ładowarek. Takie myślenie pozwala zwiększać niezależność energetyczną, zmniejszać obciążenia sieci i unikać niepotrzebnych kosztów.
W naszym departamencie realizujemy duży projekt w ramach programu LIFE Komisji Europejskiej – „Podkarpackie – żyj i oddychaj”. To inicjatywa, która poszerza nasze horyzonty. Jej celem jest zwiększenie świadomości społecznej w zakresie jakości powietrza – zarówno wśród mieszkańców, jak i samorządów. Nie ograniczamy się do promowania wymiany pieców – stawiamy na systemowe podejście do zarządzania energią na poziomie domów, gmin i całego regionu. Obejmuje ono m.in. pozyskiwanie, magazynowanie i efektywne wykorzystanie energii, np. z bioodpadów.
A czy nie zapominamy o tym, co najprostsze – czyli o oszczędzaniu i odzyskiwaniu energii?
To bardzo ważna kwestia. Najtańsza i najbardziej ekologiczna energia to ta, której w ogóle nie zużyjemy albo którą zdołamy odzyskać. Niestety wciąż marnujemy ogromne ilości energii – przez niewydolne systemy wentylacji, przestarzałe urządzenia, a czasem po prostu przez złe nawyki. Dlatego powinniśmy rozwijać proste i fizyczne metody odzysku ciepła, np. z wentylacji, ścieków, procesów przemysłowych czy spalania biomasy. Energię można odzyskiwać także z bioodpadów – choćby z gorzelni czy cukrowni – a budowa lokalnych biogazowni przy oczyszczalniach ścieków to wciąż niewykorzystany potencjał. Potrzebujemy myślenia o energii jako o zasobie, który krąży – i którego nie wolno marnować.
Gospodarka o obiegu zamkniętym to dziś modne hasło. Jak wygląda jej wdrażanie w regionie?
Na Podkarpaciu wdrażane są już pewne elementy gospodarki opartej na ponownym obiegu zasobów – zwłaszcza w zakresie odpadów. Przykładami dobrych praktyk są Krosno i Stalowa Wola, które skutecznie rozwijają lokalne systemy zarządzania tym obszarem. Mimo to do pełnego zamknięcia cyklu materiałów wciąż daleko. Kluczowym problemem pozostaje brak odpowiednich regulacji prawnych. Warto też pamiętać, że takie podejście musi się opierać na zdrowym rozsądku – częsty transport surowców wtórnych czy wielokrotne ich przetwarzanie również generują emisje. Nie istnieje model funkcjonowania całkowicie bezemisyjnego. Zamiast podążać za modą powinniśmy analizować rzeczywisty bilans energetyczny i środowiskowy każdej decyzji.
W jaki sposób samorządy mogą wspierać ochronę bioróżnorodności?
Czasem najprostsze rozwiązania dają najlepszy efekt. Ochrona krajobrazu, dobra urbanistyka, zielone przestrzenie – to wszystko ma wpływ na stan przyrody. A także na jakość życia mieszkańców. Planowanie przestrzenne ma dziś ogromny wpływ choćby na gospodarkę wodną, która zresztą jest coraz większym wyzwaniem. Szkoda, że Komisja Europejska nie chce finansować kanalizacji deszczowej, bo to jeden z kluczowych obszarów dla adaptacji do zmian klimatu.
Jakie główne przesłanie płynie z Pańskich doświadczeń?
Nie chodzi o to, by obniżać koszty za wszelką cenę – chodzi o ich racjonalizację. Musimy myśleć systemowo. Każda energia, która jest tracona, to zmarnowany potencjał. Zamiast gonić za modą, lepiej wykorzystywać to, co już mamy – mądrze, lokalnie i z troską o przyszłość. Zielona transformacja nie musi być droga ani skomplikowana – musi być przemyślana.
Rozmawiał Andrzej Szoszkiewicz
