OZE to już nie alternatywa, to konieczność
Rozmowa z dr. hab. Grzegorzem Wiszem, prodziekanem ds. współpracy ze środowiskiem społeczno-gospodarczym oraz promocji i wizerunku Wydziału Nauk Ścisłych i Technicznych Uniwersytetu Rzeszowskiego, prezesem Podkarpackiego Klastra Energii Odnawialnej.
Kiedy zaczęła się w Polsce prawdziwa rewolucja w OZE?
W roku 2011. To wtedy zaczęliśmy obserwować gwałtowny rozwój odnawialnych źródeł energii. To był efekt wcześniejszego budowania świadomości i potencjału – ludzie zaczęli rozumieć, że OZE to nie egzotyka, lecz realna alternatywa.
Ale początki chyba nie były łatwe?
Nie, wręcz przeciwnie – były bardzo trudne. Brakowało powszechnej akceptacji, nie było wiadomo, jak zainteresować ludzi, jak uruchomić popyt. Dopiero programy pilotażowe, w które włączyły się gminy, pokazały, że to ma sens. Samorządy zbierały chętnych, wykładały pieniądze na wkład własny, organizowały przetargi. Mieszkańcy zobaczyli, że jedyne, co muszą zrobić, to udostępnić dach i wnieść niewielki wkład. To był moment przełomowy – wtedy zainteresowanie eksplodowało.
Czyli zadziałał przykład i efekt skali.
Dokładnie tak. Projekty parasolowe finansowane z funduszy europejskich okazały się katalizatorem rozwoju OZE. To one stworzyły rynek – rynek na instalacje, usługi, wykonawców. Kiedy te projekty się skończyły, rynek już istniał i działał samodzielnie.
A kolejnym krokiem był program „Mój Prąd”?
Tak. Uruchomiono go w 2019 r. ze środków Narodowego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. To bardzo ważny moment, bo wtedy pojawił się też nowy problem – co robić z nadwyżkami energii. System nie był do tego przygotowany. I w pewnym momencie polityka energetyczna zaczęła wręcz spowalniać rozwój OZE, żeby zapanować nad tym zjawiskiem.
No i w 2022 r. zmienił się system rozliczeń prosumentów.
Tak, dokładnie 1 kwietnia 2022 r. Dotychczasowy system net-meteringu, czyli tzw. opustów, zastąpiono nowym – net-billingiem. Wcześniej prosument wymieniał się energią z siecią – oddawał nadwyżki i odbierał część z powrotem, np. 80% dla małych instalacji. Nowy system opiera się na wartości energii, a nie ilości. Prosument sprzedaje nadwyżki po cenach giełdowych, a kupuje energię po detalicznych. To lepiej odzwierciedla realia rynkowe, ale w praktyce oznacza większą zmienność i mniejszą przewidywalność oszczędności.
Czyli dziś bardziej opłaca się magazynować energię?
Zdecydowanie tak. Teraz dostępne są dofinansowania na instalacje z magazynami energii, więc to się realnie opłaca. To zresztą nowy trend – dynamiczne zarządzanie energią.
Co to właściwie znaczy w praktyce?
Chodzi o to, by wspólnoty i spółdzielnie energetyczne potrafiły samodzielnie bilansować produkcję i zużycie. Celem jest, żeby jak największa część energii wytworzonej z OZE była zużywana lokalnie, a nie oddawana do sieci. Kluczową rolę odgrywają właśnie magazyny energii – gromadzą nadwyżki wtedy, gdy produkcja jest wysoka, a wykorzystują je w okresach większego zapotrzebowania. Dzięki temu energia pozostaje w lokalnym obiegu, a spółdzielnie osiągają coraz wyższy poziom samowystarczalności. Dziś spółdzielnie energetyczne, aby uzyskać preferencyjne warunki muszą potrafić się bilansować na poziomie minimum 40%, ale w 2026 r. wskaźnik ten ma sięgnąć nawet 70% a to będzie już znaczące wyzwanie.
Jak na tle kraju wypada Podkarpacie, jeśli chodzi o udział OZE?
Bardzo dobrze. W 2022 r. na Podkarpaciu prawie 50% energii pochodziło ze źródeł odnawialnych. Fotowoltaika i energetyka wiatrowa mają mniej więcej równy udział.
A co z węglem?
Nie mamy właściwie alternatywy – musimy rozwijać OZE. Węgiel jest coraz trudniejszy w pozyskaniu i coraz droższy. Jego rola sprowadzi się do surowca awaryjnego – opłaca się go mieć na „czarną godzinę”, ale bardziej będzie się opłacało importować, niż wydobywać u nas. Tu warto podkreślić, że niestety obecnie na import surowców energetycznych wydajemy około 120 mld zł rocznie. To pieniądze, które nigdy do nas nie wrócą. Przy braku wystarczających krajowych zasobów surowcowych OZE to dziś główny bezpieczny kierunek, w którym powinniśmy konsekwentnie podążać dla utrzymania bezpieczeństwa, konkurencyjności i jakości życia.
Czy energetyka jądrowa może być alternatywą?
To wciąż odległa perspektywa. W Polsce mówimy o budowie elektrowni atomowych, ale są to projekty planowane na wiele lat naprzód. Ich realizacja wymaga ogromnych nakładów, specjalistycznej kadry, infrastruktury i społecznej akceptacji. To proces rozłożony na dekady, więc w najbliższych latach to właśnie odnawialne źródła energii – fotowoltaika, wiatr i magazyny energii – będą rzeczywistą podstawą i filarem transformacji.
Ostatnio pojawiły się też pożyczki na OZE. Jak działają?
To bardzo ciekawy i potrzebny instrument finansowy, który ruszył 30 maja 2025 r. W puli jest 314 mln zł. Pożyczki można przeznaczyć na pompy ciepła, panele fotowoltaiczne, farmy wiatrowe, a także na budowę magazynów energii i przyłączy do sieci.
Co ważne, środki na te pożyczki pochodzą z Programu Fundusze Europejskie dla Podkarpacia 2021-2027 i są w dyspozycji Zarządu Województwa Podkarpackiego. To pieniądze unijne, które mają wspierać zieloną transformację regionu. Bank Gospodarstwa Krajowego został wybrany przez Województwo na operatora, który obsługuje cały proces – od przyjmowania wniosków po wypłatę środków i rozliczenie inwestycji.
Warto podkreślić, że w przeciwieństwie do dotacji, te środki nie znikają po wykorzystaniu – cały czas krążą w obiegu, wracają po spłacie pożyczek i mogą finansować kolejne inwestycje. Dzięki temu to instrument samonapędzający rozwój energetyki odnawialnej w regionie.
Kto może z nich skorzystać?
Nie tylko przedsiębiorcy. Pożyczki są dostępne również dla samorządów, organizacji pozarządowych, TBS-ów, spółdzielni i wspólnot mieszkaniowych. Chodzi o to, żeby każdy, kto chce inwestować w odnawialne źródła, miał realne wsparcie finansowe.
To także sposób na uniezależnienie się od zewnętrznych dostawców energii.
Oczywiście. Własne źródło energii elektrycznej lub ciepła z OZE to nie tylko oszczędność, ale też realna troska o środowisko. To inwestycja w czystsze powietrze, mniejsze emisje i lepszą jakość życia mieszkańców. A dla regionu takiego jak Podkarpacie – które stawia na turystykę, zdrowe środowisko i zrównoważony rozwój – to ogromna korzyść. Wierzę, że te pieniądze pobudzą aktywność inwestycyjną w regionie i pomogą nam budować Podkarpacie jako zielony, przyjazny i nowoczesny region, w którym naprawdę dobrze się żyje.
Rozmawiał Andrzej Szoszkiewicz
